Tragedia Europy Wschodniej

W Polsce niewielu jest ludzi, którzy rozumieją Ukrainę lepiej niż Andrzej Stasiuk. To w oparciu o podróż m.in. po tym kraju powstał wyróżniony w 2005 roku nagrodą literacką Nike zbiór jego wspomnień i refleksji pt. "Jadąc do Babadag". Ukraina jest w nich ukazana jako miejsce pozornie gorsze od "cywilizowanej" reszty Europy, ale jednocześnie na swój sposób piękniejsze, bardziej autentyczne, a z pewnością bliższe sercu autora. Stasiuk, poza tym że pisarz i podróżnik, także wydawca książek o tym miejscu opowiadających, Ukrainę nie tylko doskonale rozumie, ale też – jak to w relacji między pisarzem a jedną z jego duchowych ojczyzn bywa– darzy szczególnym uczuciem.

Trudno się zatem dziwić, że to, co się tam dzieje się w tych dniach napawa go niepokojem. Tak możnaby przynajmniej wywnioskować z tekstu, jaki opublikował w niemieckim dzienniku Die Welt, a także na stronach internetowych Tygodnika Powszechnego. "Czarny dym, płonące barykady, rewolucjoniści ubrani w czołgowe hełmofony, gogle, kaski budowlane, motocyklowe, hełmy z demobilu…" – taki, ponury, chociaż i odrobinę tragi-komiczny obraz wydarzeń na Majdanie wyłania się z jego mini-eseju. W innych okolicznościach możnaby pewnie obraz rewolucyjnej grotesko-grozy kreślony przez wprawne literackie pióro potraktować z dystansem. Wszak mówi się często, że literatura jest kłamstwem. Każdy kto zna twórczość Andrzeja Stasiuka wie jednak doskonalne, że jeżeli jest ona kłamstwem, to takim, które mówi prawdę.


Tekst Stasiuka, o którym tu mowa jest bardziej publicystycznym niż literackim, a przez to prawdziwym tym bardziej. Jego autor jest sytuacją na Ukrainie głęboko zaniepokojony. Ponad obecny w nim niepokój wysuwa się w nim jednak inna emocja - smutek. Ten smutek związany jest ze stosunkiem Europy, tej “zachodniej”, wobec tego, co dzieje się za jej wschodnią granicą. “Dziś, kiedy naprawdę jest groźnie, gdy trwa prawdziwa, a nie karnawałowa walka, gdy leje się krew i torturuje się ludzi nad kijowskim Majdanem zalega cisza. Nawet mój kraj – tak proukraiński i skłonny do uczestnictwa w cudzych powstaniach i rewolucjach – wyczekuje, przygląda się, obserwuje. Jakby te parę unijnych i szengeńskich lat nauczyło go wyrachowania i ostrożności... Ogląda się za siebie i czeka na to co powie europejska reszta.”

Stasiuk jest Europą Zachodnią rozczarowany, jej postawą zniesmaczony. Europa “zmniejsza się, kurczy, kryje za firanką. Obsesyjnie liczy zyski i straty. Umiera ze strachu o swój stan posiadania. O swój obrzydliwy spokój, obsceniczny dostatek, wstrętne samozadowolenie.” Zastanawia się jak to możliwe, że tak wyjątkowe miejsce, może nawet bardziej idea niż miejsce – Europa – kolebka demokracji i wszystkich najświętszych politycznych wartości – wolności, demokracji, praw człowieka - zawodzi swojego sąsiada w tak kluczowym momencie?

Pytania Stasiuka brzmią dramatyczne, ale cechuje je także – jak sądzę - zamierzona ironia. Nie sądzę bowiem, żeby oczekwiał on od Europy, że zrobi coś w sprawie Ukrainy na poważnie…

Andrzej Stasiuk zna na pewno esej Milana Kundery "Tragedia Europy Środkowej" z 1984 roku. Jednym z jego bohaterów jest dyrektor węgierskiej agencji prasowej, który w listopadzie 1956 roku wysłał telex do świata ostrzegając go o radzieckim ataku na Budapeszt. Wiadomość kończyła się następującymi słowami: "umrzemy za Węgry i Europę."

Jak zauważał wówczas prowokująco Kundera prawdziwą tragedią Europy Środkowej nie jest Rosja, ale Europa Zachodnia, to miejsce, za którym państwa Europy Środkowej tęskniły; reprezentujące idee do których dążyły płacąc za to często najwyższą cenę. “Za żelazną kurtyną nikt nie przypuszczał, że Europa już wtedy się zmieniła i nikt nie doświadczał jej już jako wartości samej w sobie." Esej Kundery otwierał środkowym Europejczykom oczy, pokazywał, że wyidealizowane wyobrażenie o Europie jest oparte na błędzie, że akt umierania za nią jest zwyczajnym samobójstwem, wobec którego ta przejdzie obojętnie.

Andrzej Stasiuk, wybitny znawca Europy Środkowej i Wschodniej, ten esej i jego lekcję zna na pewno. Andrzej Stasiuk zna też dobrze Europę Zachodnią, zna doskonalne Niemcy, które opisał w “Dojczland”. Te Niemcy, do których jeździ – jak autoironicznie przynaje – jako literacki gastarbeiter; te Niemcy, w których publikuje dziś swój ważny tekst o Ukrainie. Stasiuk przecież wie (musi wiedzieć!), że “zachodnimi” wartościami są nie tylko wolność, demokracja, prawa człowieka, ale także… egoizm, wyrachowanie i chciwość.

Tak, “Zachód” to jest miejsce, gdzie wolność, demokracja i prawa człowieka mają swoje korzenie, gdzie narodziła się wysoka sztuka i filozofia, gdzie ludzie jak mało gdzie potrafią czerpać z życia, ale także – znów bardziej niż gdzie indziej – mają gdzieś cały inny świat poza swoim własnym. Przejawia się to choćby tym z jaką pogardą odnoszą się do wschodnioeuropejskich imigrantów. Także przeszłość, jak zauważa Stasiuk, przynosi Europie Wschodniej gorzką lekcją. Zachód raczej nie kwapił się do pomocy Wschodowi, a jeżeli to robił, to w swoim własnym, na chłodno skalkulowanym interesie. Kiedy wreszcie zgodził się przyjąć Europę Środkową do swojego elitarnego towarzystwa, traktował ją protekcjonalnie, karcąc jej intelektualne elity jak niesposłuszne dzieci, gdy te nieproszone zabieały głos.

Andrzej Stasiuk ponad to dziecięctwo środkowoeuropejskich elit wyrasta. Jest dziś jednym z niewielu głosów Wschodu, które brzmią na Zachodzie donośnie, wyraziście i odważnie. Swoim esejem z Die Welt, ale też całą swoją twórczością pokazuje Europie, że ponad egoizmem, wyrachowaniem i chciwością są jeszcze w międzyludzkich i miedzypaństwowych relacjach wartości inne – godność, solidarność, empatia – wartości, które nadały kształt historii Europy Środkowej i Wschodniej końca ubiegłego wieku. Kiedy w 2004 roku zaczynałem studia, a Polska wchodziła do Unii Europejskiej myślałem sobie, że jeżeli jest coś, co możemy ze Środka do Zachodu Europy wnieść to właśnie ten rodzaj refleksji, który znajduje w jego książkach, ten rodzaj refleksji, który wynika z naszej historii. Tak się jednak nie stało. Jak donośnie niebrzmiałby bowiem dzisiaj głos Andrzeja Stasiuka, te “parę unijnych i szengeńskich lat”, istotnie, nauczyło nas wyrachowania i ostrożności, dało poczucie samozadowolenia i wyższości.

Ukraińska zima 2014 jest zatem – jak celnie i gorzko podsumowuje Stasiuk - europejską klęską. Tego należało się akurat spodziewać. To, co jest prawdziwie przykre to, że staje się ona przez to także klęską Polski.
Trwa ładowanie komentarzy...